niedziela, 13 września 2009
czwartek, 10 września 2009
London calling
Prawie jak w domu, tyle się tu naszej emigracji na ulicach kręci (a jeszcze więcej z moim talentem do rozpoznawania rodaków na ulicach). Powędrowałam z rana do British Museum, aby zobaczyć to, czego zabrakło we właściwym miejscu w czasie ostatnich 5 miesięcy, np. W Angkor Wat w Kambodży czy Muzeum Antropologii w Meksyku, a potem prosto na Oxford Street po wyprawkę dla żaka, czyli shopping :D
Wieczorem musiałam zmienić hosta, bo mimo ze w Londynie działa jedna z większych grup CS, to jednak przewalające się tu każdego dnia tłumy turystów i potencjalnych pracowników skutecznie udaremniły mi znalezienie noclegu w jednym miejscu na trzy (tylko!) noce. Z moją nową gospodynią, Weroniką z Moskwy spotykamy się na spotkaniu tematycznym CS pt. wspólne korygowanie CV, czyli trzy Polki (licząc beze mnie) i jedna Rosjanka w towarzystwie dwóch rodowitych Anglików nie zrażają się kryzysem i razem szukają pracy.
Wieczorem musiałam zmienić hosta, bo mimo ze w Londynie działa jedna z większych grup CS, to jednak przewalające się tu każdego dnia tłumy turystów i potencjalnych pracowników skutecznie udaremniły mi znalezienie noclegu w jednym miejscu na trzy (tylko!) noce. Z moją nową gospodynią, Weroniką z Moskwy spotykamy się na spotkaniu tematycznym CS pt. wspólne korygowanie CV, czyli trzy Polki (licząc beze mnie) i jedna Rosjanka w towarzystwie dwóch rodowitych Anglików nie zrażają się kryzysem i razem szukają pracy.
Etykiety:
londyn,
wielka brytania
środa, 9 września 2009
Lot LAX-Heathrow
Jak zwykle bardzo udany lot z moimi ulubionymi AirNewZealand=) nie dość, ze miałam przyjemność wyświadczyć przysługę starszej (i obszernej) pani, która chciała mieć więcej miejsca dla siebie i zamieniłam moje środkowe miejsce na przy przejściu i oknie (!), to jeszcze zostałam w geście wdzięczności obdarowana od pani stewardessy extra szampanem i zestawem lotniczych gadżetów=) szkoda, ze to już ostatnia z tymi liniami przejażdżka; teraz został mi już tylko nieszczęsny Ryanair...
Etykiety:
wielka brytania
wtorek, 8 września 2009
Tydzień w LA

Z lenistwa i z chęci spędzenia tu trochę więcej czasu, nie pojechałam do San Francisco ani do Wielkiego Kanionu. I bardzo dobrze! Nici z nudy, David przeszedł sam siebie w wymyślaniu nam popołudniowych rozrywek.
Kierując się zasadą: leń się na plaży, póki możesz, bo po południu będzie się działo, upłynęło 8 dni. Szwendałam się po West LA i Santa Monica do jakiejś 4-5 po południu, po czym po pracy wyruszaliśmy GDZIEŚ:
PONIEDZIAŁEK
kolacja w restauracji tajskiej.
WTOREK
kolacja w knajpie indyjskiej z koleżanką Dava, Caren.
ŚRODA
wspólne gotowanie ze znajomymi w stylu meksykańskim z tajemnicza “Białą wdową”;) i filmem “Step into liquid” na deser, yummy;) Nie wiem jak mogłam o nim wcześniej nie słyszeć!?
CZWARTEK
Koncert w osiedlowej muszli i świeży bębenkowy powiew znad Morza Karaibskiego. Kocyki, krzesełka, elektryczne świeczki i ogólnie atmosfera piknikowa.
PIĄTEK
trekking w Kanionie Sullivan´s a wieczorkiem UWAGA! Koncert w Hollywood Bowl :D „Tribute to John Willis”, posiadacza 5 Oskarowych statuetek i 45 nominacji, który skomponował muzykę filmową do całej gamy obrazów, np. Harrego Pottera, Raportu Mniejszości, E.T., Batmana i Gwiezdnych Wojen. Bardzo duuużo pozytywnych muzycznych wrażeń, znanych nie wiadomo skąd, w świetle neonowych iluminacji ze sceny i potem Hollywood Boulevard, gdzie poszliśmy połazić po Walk of Fame po koncercie.
W porywie chęci zabrania choć odrobiny tego blasku ze sobą zakupiłam całej rodzinie bardzo sweetaśne (!) koszulki z napisami Hollywood, Beverly Hills etc ...może wybaczą!?
SOBOTA
Znaleźliśmy 4 kontenery wypełnione chińskimi ciasteczkami z wróżbą=) "your talent will capture you the highest status and prestige" aha aha no to czekam na razie na ten talent;)
NIEDZIELA
Muzeum Sztuki Współczesnej LACMA. Trekking po Wzgórzach Santa Monica i nielegalne zejście na czworakach do jakiegoś jeziorka po drodze.
PONIEDZIAŁEK
Etykiety:
los angeles,
usa
piątek, 4 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)