piątek, 22 maja 2009

Kierunek: północ

Nocny autobus VIP, w którym nasza 4-osobowa ekipa ( Franzi, Aniko, Tilman i ja) stanowiła jedyną reprezentację falangów, wywiózł nas daleko na północ.
Według ulotki, która dostałam na miejscu w biurze turystycznym Oudum (czy tez Muang) Xay to stolica prowincji uformowana przez kilka małych wiosek, co widać z resztą na pierwszy rzut oka po zejściu z głównej drogi.
Dla pewności jednak z samego rana, zaraz po przybyciu i zostawieniu plecaków u Martina, wspinamy się na wzgórze aby z bliska obejrzeć tutejszą Stupę ( czyli kopiec zakonczony iglicą zawierający relikwie) i miasto z góry. Martin to kolejny wolontariusz na roczną kadencję; mieszka i pracuje w Oudum Xay wraz z dwójką innych Niemców w dla Światowego Programu Żywienia przy ONZ.



Pod nieobecność pozostałych, którzy pojechali popracować w teren, bierzemy ich motorki i śmigamy... nad rzekę po prostu, jak się na końcu okazało, bo całą drogę byłam przekonana, że nad wodospad. Takie nieporozumienie lingwistyczne.
Po drodze zahaczamy jeszcze o jakąś świątynkę na uboczu, szpital polowy (Franzi już na antybiotykach po kolejnej infekcji, miała poślizg na motorku) i oglądnęliśmy z daleka wakacyjną rezydencję księżniczki Tajlandii.

Po drodze – właśnie, jakiej drodze;) Wąskiej, o dziwo dobrze utwardzonej za to biegnącej serpentynami pomiędzy górkami a czasem wzdłuż rzeki, którą widzimy wtedy w dole u podnóża. W górze za to regularny PRIMARY FOREST z wszelkimi odcieniami zieleni przetykanej jasnymi bambusowymi chatkami. Przejażdżka fantastyczna: 60 km/h (! ;), wiatr we włosach, widoki – ihaa :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz