czwartek, 28 maja 2009
Znowu w Wang Wieng
Tubing po rwącej, wciąż wzbierającej rzece, najbardziej oczekiwany w części jaskiniowej okazał się niemożliwy ze względu na zbyt wysoki tamże poziom wody. Wypożyczamy motorek i śmigamy po okolicy, m.in. do ekologicznej farmy z hodowla jedwabników i wszechobecnymi morwami z których jak się okazuje można do jedzenia wyczarować prawie wszystko – od herbaty po drinki i pysznościowe naleśniki. Następnie owocowo – koktajlowa relaksacja i po dwugodzinnym oczekiwaniu przy drodze na busa na weekend powracamy do Wientian.
Etykiety:
laos,
Vang Vieng
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
"To zdjęcie gdzieśmy uciapani morwami,
OdpowiedzUsuńCiekawy jestem czy dalej zatrzymasz je na szczęście"
bez zwiazku ale tak mi się skojarzyło;) Isia, ja w zyciu morwy nie widzialam, wiec uciap sie czym predzej i zamiesc foto:D
heh Niuncia, jak nam w Bangkoku powiedzieli z morwy można jeszcze zrobić na papier na parasolki(!), ale poza talerzem morwy nie ujrzałam także razem kiedyś poszukamy coby się uciapciać;)
OdpowiedzUsuń