





Świętowanie zaczęliśmy od ceremonii Baci w wiosce pod Wientian, na którą zaprosił nas …., kolega z pracy a zarazem uczeń Tilmana. Baci jest jedną z najważniejszych ale też i najczęściej urządzanych uroczystości w Laosie, na której mile widziani są wszyscy chętni. Jeśli jest celebrowana przez mnichów, wierni przynoszą ze sobą tace ze stożkiem z liści bananowca wypełnionym kwiatami ? frangipani , a także placki ryżowe, jajka, alkohol, świece oraz bawełniane nici. Sam rytuał opiera się na wypowiadaniu życzeń podczas obwiązywania przegubów rąk białą, pomarańczową lub żółtą bransoletką.
Nasze Baci rozpoczęło się od zlania do suchej nitki – coby polskiej lanoponiedziałkowej tradycji stało się zadość=) W obiegu były wiaderka, pistolety, szlauchy a także bardziej tradycyjne złocone wazy z których starsze kobiety wychlapywały wodę gałązkami okwieconych krzewów. Po polaniu wodą należy obiekt swoich życzeń porządnie wyklepać po plecach. Potem śnioadanioobiad, składający się z tradycyjnych laotańskich potraw (opowiem Wam jak tylko bliżej się z nimi zaznajomię, na tym etapie poza wszechobecnymi kiełkami, klejącym się ryżem khao niao i równie pozlepianym makaronem niewiele zidentyfikowałam). Najbardziej brzemiennym w skutki elementem posiłku było LaoBeer, czyli laotańskie piwo które obok Toyoty wydaje się być głównym sponsorem miasta. Piwo pija się z lodem, ze wspólnej szklanki. W każdej kolejce jedna osoba jest odpowiedzialna za jej dystrybucję: nalewa, podaje pierwszemu przy stole i czeka aż szklaneczka się opróżni. I tak dookoła... i w kółko;) Coś jak wg Cejrowskiego picie cziczy u Indian, tam jednak nawet na chwilę nie można zatrzymać naczynia dla siebie bo stara Indianka która brała odział w jej produkcji własnymi hmm enzymami, nie może wypuścić go z rak. Później nastąpiły tańce w rytmie laotańskich hitów (których liczba jest znacząco ograniczona szacując po ich częstotliwości pojawiania się); jakoś nie było oporu z zaciągnięciem nikogo na taneczne klepisko. Figury tez zabawne, takie połączenie pląsania z nogi na nogę z ruchami nadgarstków czy w ogóle rak we flamenco, o albo wykręcania z sufitu żaróweczek. Jeśli do tego dołączymy tańczący z nami i lejący niestrudzenie szlauch i o dwie głowy niższych od nas, falangow (białych ludzi o długich nosach) Laotańczyków poprzebieranych za kobiety, to już niekwestionowany ubaw po pachy:D
Przyjemnie było sobie pląsać ociekając zimną wodą w ponad 36 stopniowym upale, w otoczeniu serdecznych, roześmianych ludzi, z którymi pomimo bariery językowej udało nam się odnaleźć wspólną drogę komunikacji – czystą radość. Najbardziej zachwyca mnie fakt, ze wszystko było autentyczne i mogłyśmy przeżyć to wydarzenie z tutejszymi mieszkańcami „od środka” a nie stojąc tylko i podpatrując z boku.

Da wir es wie geplant und glücklicherweise sogar rechtzeitig zum großen Neujahrsfest, Pi Mai Lao, das dieses Jahr vom 13.- 16.04., gefeiert wird, nach Laos geschafft haben, geht es auch direkt einen Tag nach unserer Ankunft, also schon heute mit dem großen Feiermarathon los. Tilman und die restliche WG, also auch wir :), sind von einem seiner Arbeitskollegen zu einer Baci (Baasii) bei ihm zu Hause etwas außerhalb von Vientiane, eingeladen worden. Bei einer Baci handelt es sich um ein spezielles, feierliches, laotisches Ritual, bei dem die 32 Schutzgeister des Menschen mittels weißen, gelben oder orangenen Bändern, am Handgelenk festgebunden werden und so den Menschen vor Unheil bewahren und ihm Glück bringen. Anschließend wird ausgelassen gegessen, getrunken, getanzt und gefeiert.

Als wir gegen 11.00 Uhr in dem kleine Dorf in der Nähe der laotischen Hauptstadt ankommen, ist die Feier schon in vollem Gange. Überschwänglich werden wir alle begrüßt und zum Tisch geführt. Danach werden eine Vielzahl von Schüsseln und Tellern auf den Tisch aufgetragen, bis dieser wirklich über und über voll mit verschiedensten Speisen ist. Es gibt ausschließlich typisch laotische Spezialitäten, von denen nicht mal die anderen alle kennen…Die Auswahl ist groß von Laap (spezieller Fleisch-/Fischsalat), über Tam Màak-Hung ( Papayasalat), Zutaten um sich selbst eine Foe (Nudelsuppe) zusammenzustellen und, und, und….Was natürlich bei keinem laotischen Essen fehlen darf, ist Kao Neow ( Klebreis) und Beer Lao. Dieses gehört zu den Lieblingsgetränken der Laoten und wird auch schon morgens getrunken, wobei „streng“ darauf geachtet wird, dass auch jeder genug abbekommt. Das sieht wie folgt aus : Der Gastgeber trinkt ein Glas Beer Lao, meist auf Ex, befüllt es neu und gibt es anschließend im Uhrzeigersinn weiter. Nun sind nacheinander alle Gäste an der Reihe, wobei hinter demjenigen der gerade an der Reihe ist, der Gastgeber steht und aufpasst, dass dieser sein Glas auch austrinkt. So geht es dann immer weiter rund um, wobei es nicht bei einem Glas pro Tischrunde bleibt. Oft werden noch zwei, drei hinzugefügt, sodass es keine Seltenheit ist, dass mehrere Gläser, auch mit anderen Spirituosen gefüllt die Runde machen. Speziell zu Pi Mai Lao wird uns dann auch noch kaltes Wasser in de Rücken geschüttet, das von den Sünden des alten Jahres reinwaschen soll und nebenbei auch noch wohltuend erfrischt. Nach dem Essen wird unter dem Sonnendach zu laotischen Hits getanzt und immer darauf geachtet, dass man nicht zu trocken oder zu nüchtern wird :)
czesc podziwiam Twoje dokonania i bardzo mi sie one podobają, zdjęcia z nowego roku z wioski sa fajne, to na razie tyle bo jade z Asią na ang. Pa.
OdpowiedzUsuńach cóz pozostaje mi rzec po tak powaznym komentarzu taty :D
OdpowiedzUsuńco to za helmuty na pierwszym zdjeciu? czy to Tilman?
niesamowita wyprawa, podziwiam, popieram:) wybrałaś najlepszy sposób na poznanie nowych kultur. Ciekawa jestem jakie nowinki przywieziesz ze sobą po wakacjach - grzanki z pastą pomidorową z Hiszpanii już się u mnie w domu sprawdziły:) powodzenia
OdpowiedzUsuńheh zakończcie już ta adoracje bo jesteśmy na najlepszej drodze do "sweetaśnej fotki" ;)Joanno, Tilmana jeszcze nie było ale pewnie wkrótce się pojawi(na zdjęciu Laura i Martin). A co do laotańskiej szamy to jak na razie wątpię żebym za czymś zatęskniła, za to próbka tajskiej nieźle wypadła i szczerze liczę na Meksyk=)
OdpowiedzUsuńno do sweetaśnej fotki nie doszlo ale gdzie pozdruffki dla ziomkuff? ;(
OdpowiedzUsuń