Poza tym na 18 km kwadratowych parku Wai-O-Tapu oglądałyśmy spowite mgłą rozmaite formacje: zapadnięte kratery o średnicy 50m, gotujące błota, dymiące gejzery, baseny pełne kolorowych minerałów pokrywających dno, krzemionkowe tarasy, wodospady i źródełka, a wszystko połączone ścieżkami biegnącymi w gęstym lesie i wszechobecnym odorem zgniłych jaj... Wrażenie niesamowite, komiczne, księżycowe widoki żeby nie powiedzieć wypasione w kosmos;) no i urocze kolorki;)
“Szampański basen” buzujące bąbelki ciężko odróżnić od spadających kropel deszczu:/
“Diabelska Kąpiel”
“Strusie jajo”
Krater...
Dla dociekliwych: Pod poziomem ziemi płyną strumienie podgrzewane przez magmę pozostałą po wcześniejszych erupcjach. Temperatura wody jest tak wysoka ( zanotowane 300 st. c), ze absorbuje ona minerały ze skal, przez które płynie i unosi na powierzchnie razem z para, gdzie ostatecznie osadzają się na powierzchni ziemi tworząc niepowtarzalna scenerie:) Większość kraterów uformowana została przez kwaśną parę unoszącą się z przegrzanych wód podziemnych, rozpuszczając ziemie nad sobą i ostatecznie powodując osunięcia.
Turling pe-el
Wtajemniczeni z 3e wiedzą, o co chodzi... Zabawa polega na przymocowaniu się pasami do wnętrza wielkiej kuli wypełnionej powietrzem i sturlaniu w niej w dol wzgórza:D:D Otóż przez przypadek zupełnie dotarłyśmy do miejsca, gdzie go wymyślono, i pojechałyśmy specjalnie 20 km za miasto z zamiarem stoczenia się ku mojej wyczekiwanej przez lat 4 uciesze... No i znowu pech, bo ze względu na zbyt silny wiatr prawdziwy turling odbyć się nie mógł, a tylko jego bardzo podobnie wyglądający substytut ze ślizganiem się w środku kuli po malej warstwie wody, ale będąc ciągle na dnie konstrukcji. Wyglądało mi to na regularna zjeżdżalnię wodna, no i z braku kostiumu przy sobie trzeba nam się było poddać... do trzech razy sztuka;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz