sobota, 27 czerwca 2009

Spanie na wulkanie. Rotorua

Linda i Peter zatrzymali się zupełnie nieproszeni, bo widząc autobus na horyzoncie automatycznie opuszczamy kciuki w dol. Więc najpierw minęli nas, po czym zatrzymali, cichaczem zawrócili i porwali na pokład swego domu na kolkach. Peter, jak twierdzi, ma 105 lat, a od 7 żyje z Linda w autobusie prowadząc w okolicy własny camping. Mają wspólnie 8 dzieci, 20 wnucząt i jedna prawnuczkę, i same te liczby plasują ich na pierwszej pozycji w rankingu na najciekawszy transport dnia;) Błyskawicznie wzięli sprawy w swoje ręce: zarezerwowali camping przez internet jeszcze w drodze, ze specjalna zniżką dla swoich znajomych, wręczyli komplet ulotek o naszym dzisiejszym miejscu przeznaczenia i zaoferowali swoja pomoc jakbyśmy tylko czegoś potrzebowały:)

Rotorua słynie z parków o wysokiej aktywności geotermalnej i jest kołyska maoryskiej kultury i tradycji, gdzie rdzenna ludność wciąż stanowi około 1/3 mieszkańców. Nocujemy na polu namiotowym spowitym wyziewami z głębi ziemi i fetorem siarkowodoru, za to na podgrzewanej podłodze!!! niesamowite, wierzcie lub nie, ale ziemia – ledwo ciepła przed rozbiciem namiotu- w reakcji na przykrycie rozgrzała się od tego stopnia ze do rana dotrwałyśmy w samych krótkich rękawkach, a w nocy budziłam się kilka razy gdy ręka zsunęła się z materaca i dotknęła gorącej podłogi. Cudo:D Ekologiczne podgrzewanie podobało mi się bardziej od gorących kąpieli które na campingu zrobiły furrore wieczorem:)


bul bul

Rano składamy namiot w strugach deszczu i po szybkim spacerku nad jeziorko przez bulgocące błocka wyjeżdżamy do Taupo, 80km na południe od Rotoruy, aby pod dachem Kelly'ego przeczekać okropną pogodę. Ciepłe przyjecie przy kominku przez 3 innych couchsurferow i znów czujemy się jak u siebie w domu:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz