czwartek, 13 sierpnia 2009

Marzenia się spełniaaają!



Deski dostałyśmy na 12 dni za butelkę tequili. Wynalazł je znajomy Ximeny z wioski, który opiekuje się jednym z domów przy plaży. Za oficjalnym uprzednim przyzwoleniem skorzystałyśmy z nieobecności właścicieli:D Najpierw były pierwsze siniaki i próby równowagi na naszej żółwiowej plaży, potem Ximena zawiozła nas na pobliska plażę El Saladita i w końcu wpół na stopa, w pół autobusem wyprawiałyśmy się same na wycieczki po okolicy (Troncones) w poszukiwaniu lepszych fal dla początkujących. Przyjechała kiedyś Monze, kuzynka Jessiki, naszej specjalistki od żółwiowych spraw, była instruktorka surfingu, no i dala niezły wycisk... Wbrew obiegowym opiniom, w surfowaniu na naszym etapie przynajmniej, więcej jest podpływania do fali, siłowania z żywiołem i oczekiwania niż frajdy ze ślizgu... Nieważne! Te kilka sekund na stojaka, przed wskoczeniem do wody na zupełnie nieprzewidywalne części ciała, przekoziołkowaniem pod powierzchnia przed obiciem o dno i soczystym łykiem słonej wody, rekompensuje wszystko!!! Nie poddajemy się tak łatwo=)














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz