Po pierwsze: mekka surferów (i ich fanek;), z jedyną w Meksyku polską szkołą surfingu. Po drugie: host i miejsce nie z tej ziemi. Levi mieszka w chacie na plaży ze swoim kumplem Babą, który notabene po 7 latach w Indiach został pierwszym meksykańskim guru, cokolwiek to znaczy... Jest jeszcze jego dziewczyna Manu, Włoszka, i razem prowadzą bar afterparty na plaży, Piedra de la Iguana.
Bar jest śmieszną instytucją, prowadzoną od lat przez różne osoby mieszkające sobie razem w pewnego rodzaju komunie; można się dołączyć i odejść jak się komuś znudzi. Wszyscy razem pracują na wynajem, dom, wspólne komunalne wydatki itp. Każdy ma tu swoją role, wspólna jest idea... Obowiązkowo, polecamy wszystkim udającym się do Puerto!
Po trzecie i ostatnie: zostajemy na dłużej! Udzielił nam się nocny tryb życia, pomagamy Leviemu wkręcać ludzi z innych innych imprez do Iguany,o świcie podglądamy surferów (najlepsze fale), odsypiamy, i oczywiście niezmordowanie próbujemy swoich sił na deskach:D
Na razie taak...
ale już wkrótce.... !

P:A:R:A:I:S:O!
ale jesteście opalone!! Ala, nie poznałam Cie :) fantastyczne miejsce, ale Wam zazdroszcze! buźka:) ania s.
OdpowiedzUsuńto była ta druga ania s.! ania szy. żąda więcej zbliżeń na surferów! dość tego egoizmu!
OdpowiedzUsuńdwa razy więcej :D ania s.
OdpowiedzUsuńno dobra, niech Wam bedzie, podziele sie troszke...=)
OdpowiedzUsuń