Nie udało się jachtostopem, mimo ze bardzo się starałyśmy:/ W zimie mało kto pływa, a i pogoda niezbyt zachęcająca.
W końcu poddajemy się i płyniemy zwykłym promem pasażerskim do Picton: mniej kołysania, a widoki przypuszczam te same:) Przy pn-wsch krańcach południowej wyspy kluczyliśmy jak słoń w składzie porcelany pomiędzy zieloniutkimi fiordami cichutkich, tajemniczych zatoczek Marlborough Sounds. Potem szybki stop, pół godzinki do Blenheim, a tu już ze stacji bp odbiera nas Dean i zabiera do swojego nowego domku gdzie czekają Julia, Georgia i Josh. Julia jest niesamowita, studiowała ziołolecznictwo i teraz prowadzi własną klinikę, a poza tym wstaje codziennie o 5.30 i z latarka czołową ugania się po osiedlowych uliczkach przygotowując do kolejnego półmaratonu!
Specjalnie na nasza część przygotowali kolacje z tym, co najlepsze w regionie – Sauvignon blanc z winnicy zza plota i owocami morza. Najlepiej;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz