Jęzor;)
Czekałyśmy ponad 40 minut pośrodku niczego (na przedmieściach Whatarua, tj w tej części gdzie są dwa domy odseparowane od pozostałych 300 mieszkańców) aż zatrzymali się z impetem Robe i Araceli . “¿A dònde vais?” - przesłyszałam się? e tam, przełączam się na hiszpański i już mkniemy 140km/h opowiadając nasza historie. Przynajmniej jakieś urozmaicenie językowe, bo generalnie to pierwsze 15 minut jak już złapiemy stopa zawsze wygląda tak samo: prześcigamy się w opowiadaniu anegdotek i wrażeń z wypracowanym entuzjazmem (praktyka czyni mistrza ale ileż można;) i zamykamy oczy na zakrętach. Robe i Araceli jada na południe jedyna droga na zachodnim wybrzeżu, a my z nimi podziwiać Franza Josepha raz jeszcze, dalej nad jeziorko, w którym odbijają się Góra Cooka i Tasmana (za późno na fotki w odbiciu tafli jeziora) i kolejny lodowiec Foxa, dwa największe spośród 140 w rejonie. Masy lodu z daleka wcale nie wyglądają imponująco, ot resztki brudnego śniegu na wiosnę... Potęgę oddają dopiero malutcy na nim ludkowie, którzy prowadzeni za rączkę za 150 dolarów spacerują sobie z rakach na czubku jęzorka:)
W Fox Glacier miałam kontakt z couchsurfingu, ale miałyśmy przyjechać parę dni wcześniej wiec nie byłam pewna, jak będzie ze spaniem, ale wystarczyło wejść do informacji turystycznej gdzie mieści się siedziba firmy, w której Richard pracuje, i zapytać o niego, i już wszystko pasuje dla siebie w czasoprzestrzeni jak ulał:) Richard właśnie wychodził do domu i tak oto wylądowałyśmy prosto na kolacji:) hostowania idea piękna jest!
Richard w swoim biurze! Niesamowity gość, pracuje jako przewodnik a jak wyjeżdża na urlop to zajmuje się dokładnie tym samym co w pracy, tylko zmienia miejscówkę... na Antarktydę chociażby:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz