poniedziałek, 27 lipca 2009

Kalifornia - Arizona-Nowy Meksyk-Teksas. Impresje z trasy. El Paso



Wieczorem dojechaliśmy w końcu do El Paso. Dziwne miasto. Wymarłe jakby. O 21 w centrum nie znajdziesz żywego ducha. Zatrzymaliśmy się przy budce telefonicznej, coby zadzwonić do naszego hosta Nadava z obwieszczaniem, ze przybyłyśmy dzień wcześniej i zapytaniem, czy nie będzie problemu z noclegiem. Dwa meksykańsko wyglądające typy stojące przed barem zagadnęły nas niby przyjaźnie i nawet użyczyły swoich telefonów, na koniec szepcąc konspiracyjnie: bądźcie ostrożni!!! Benny i Maurice, z którymi jeździmy, mieli spać u rodziców swojej koleżanki z wymiany w Rotterdamie, i mieli gotowy adres, trzeba było tylko trafić. Na stacji benzynowej informacji zasięgnąć po angielsku nie łatwo, za to usłyszeć można prośbę o dołożenie się do benzyny (amigo!) czy kolejne: bądźcie ostrożni! To chyba takie lokalne pozdrowienie na dzień dobry/do widzenia...


"Lina" - ochrzczona jeszcze przez pierwszych wlascicieli. Ziściła się cicha nadzieja na dom na kolkach;)

Taka studnia XXI wieku niby. Dozownik z woda na pustyni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz