Dunedin. Fajne miasto, studenckie, prawie jak Lublin; no i jak mówią – Edynburg południa. W Edynburgu nie byłam ale szczerze doceniam ściany z cegieł a nie kartonu, choć mimo solidniejszej konstrukcji jak na NZ w domu Sophie i tak panował okrutny, powiedzmy, ziąb. Już mi się tęskni za cieplejszym klimatem.
Dzień spędzony na opychaniu się na degustacjach w fabryce czekolady Cudbury (wyniosłyśmy jeszcze cala torbę darmowych próbek!) i wspinaniu pod najbardziej stroma ulice świata Baldwin St. Największą atrakcja tego dnia pozostanie jednak moje pierwsze prawdziwe odczuwalne tym razem trzęsienie ziemi!!!! Ściany zadrgały, herbata zatelepała a pranie złowieszczo rozhuśtało na suszarce gdy szukałam przed monitorem noclegu w San Diego... Epicentrum było w okolicach Fiordland skąd nas niedawno przegonili, 7.4 w skali Richtera!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz