piątek, 24 lipca 2009

Przez El Paso?

Takie San Diego!
Nagle zwroty akcji: od rana klikamy, czytamy i szukamy najtańszej możliwości, jakby tu się dostać do miasta Meksyk (dalej zwane Distrito Federal;) na 30.07; z krotka przerwa na spacer po przystani, Little Italię i Downtown. Pojawia się opcja jazdy z przyjacielem Johna, lekarzem który kursuje regularnie między Stanami a Meksykiem doszkalając lekarzy na południu. Własnym samochodem byłoby najwygodniej. Jedzie 29 z Teksasu. Trochę nam daleko no i za późno. Po południu konkurs wygrywa lot Tijuana – DF; jedynie dla mnie, Aniko się poddaje i przez dwa tygodnie zamiast ratować żółwie będzie zwiedzać Kalifornie. No rzeczywiście, same dwa tygodnie może sobie odpuścić, my z Ala mamy dłuższe miesięczne plany. Nie ma czasu na uskutecznienie zakupu biletu, musimy zmienić lokacje na nocleg. Dosyć stresujące. Jedziemy pociągiem do Encenitas, kolejnego miasteczka surferów, na północ od San Diego. To przecież nie w ta stronę miało dzisiaj być!!




W Encenitas następuje przewrót meksykopoglądowy: w domu Jeremiego spotykamy Alaine (?) z Bordoux, która jutro rano jedzie na jednodniowa wycieczkę do Tijuany (sic!), Maurica (Holandia) i Bena (Niemcy), którzy wyposażeni w swiezusko zakupionego wana jada jutro do Monterrey w Meksyku postudiować od sierpnia przez 6 mies, przez El Paso!!! Nie spieszy się chłopakom więc do Meksyku z nimi nie dojedziemy; zamiast lotu Tijuana-DF będzie Ciudad Juarez-DF i jutro uderzamy do Arizony. Tylko chłopaki mówią, ze najpierw trzeba będzie wana posprzątać i zamontować siedzonka... podróżowanie na spontan fajne jest!

1 komentarz: